wtorek, 17 marca 2015

Wszystkie paringi z Naruto ShikaTema 1

                                    SHIKATEMA I

Słońce grzało słabiej niż zwykle. Ludzie wychodzili na ulicę tylko jeśli było to konieczne, unikając szarej, przygnębiającej pogody, która wpędzała w ponury nastrój nawet największego lekkoducha. Było tuż po wojnie, mieszkańcy byli wciąż pogrążeni w smutku i żałobie po utraconych bliskich.
Młody mężczyzna ubrany w strój bojowy, charakterystyczny dla ninja z Konoha-gakure, stał oparty o drewnianą barierkę ganku swojego domu i z papierosem w ustach oglądał brzydkie oblicze wioski. Co jakiś czas wypuszczał z ust chmurkę dymu, która pięła się od razu do góry i znikała z pola widzenia, pozostawiając po sobie duszący zapach. W dniu takim jak ten, nie miał ochoty kompletnie na nic. Zazwyczaj nawet kiedy pogoda dopisuje, on obserwuję powolne ruchy obłoków bądź gra sam ze sobą w shogi, ale dzisiaj mógł zmusić się wyłącznie do obserwacji. Na ulicach nie zauważył nikogo znajomego, głównie starsi ludzie z przyborami do sprzątania udawali się w kierunku cmentarza aby uczcić w jakiś sposób ten wyjątkowy dzień.
Shikamaru prychnął, wypluł z ust pozostałości po papierosie i wdeptał je w ziemie. Zaraz jak wróci będzie musiał posprzątać bo jak jego matka to zobaczy to wpadnie w furię. Upierdliwa kobieta.
Trzymając ręce w kieszeniach ruszył w kierunku miejsca spoczynku dawnych mieszkańców i obrońców wioski liścia. Mimo wczesnej pory większość sklepów i barów była zamknięta chociaż dzisiejszy dzień powinien wręcz emanować życiem i radością. Tsunade-sama na jakiś czas dała wszystkim shinobi wolne aby poukładali myśli i doszli do siebie.
Skręcił w piaskową ścieżkę wyłożoną po bokach białymi kamieniami. Buty skrzypiały na wskutek zetknięcia się z wilgotną glebą. Biała, prosta brama jak zwykle była idealnie czysta i zadbana. Zatrzymał się na chwilę i dotknął dłonią jednego z nieskazitelnych filarów po czym obserwował ciemne smugi- pozostałości po jego dotyku. Uśmiechnął się pod nosem.
-Nie wszystko musi być idealne.
Wąskie dróżki były wyłożone białymi kamyczkami na których Nara pozostawiał ciemne ślady ze swoich butów, ale nie obchodziło go to. Deszcz niedługo oczyści to miejsce i będzie tak, jakby nigdy go tu nie było.
Przeszedł przez rząd równo ustawionych tabliczek na których wyryte były przeróżne imiona. Niektórych znał osobiście, innych z opowiadań a jeszcze innych nigdy nie spotkał albo przynajmniej tego nie pamiętał. Zatrzymał się obok grobu, takiego samego jak pozostałe, gdzie widniało nazwisko jego dawnego Sensei Asumy. Kurenai zawsze przynosiła świeże kwiaty ale widocznie dzisiaj, ze względu na pogodę, sobie darowała. W szklanym wazonie stały kilku dniowe słoneczniki, które przez brak słońca skurczyły się i zmarniały. W jednej chwili Nara chciał je stąd zabrać ale pomyślał, że nie chce aby ktoś dowiedział się, że tu dzisiaj przyszedł.
Sięgnął do kieszeni zielonej kamizelki i wyjął z niej paczkę papierosów aby po chwili zaciągnąć się uspokajającym dymem. Wyminął grób Asumy i ruszył w kierunku ogromnego, majestatycznego pomnika symbolizującego wolę ognia. Z nieba zaczęły powoli spadać pierwsze krople, które wylądowały na twarzy mężczyzny, przyjemnie go orzeźwiając. Usłyszał szelest obijanych o siebie kamieni a kiedy się odwrócił ujrzał przy jednym z pomników wysoką postać w czarnym płaszczu. Jej twarz i włosy były zasłonięte przez obszerny kaptur ale sylwetka ów postaci mówiła, że jest to kobieta. Shikamaru przyjrzał się jej plecom i po chwili ruszył w jej kierunku. Kiedy zrównał się z nią zauważył, że wpatruje się w nagrobek Rin Nohary, kunoichi z drużyny czwartego hokage.
-To wszystko było dla niej.- Powiedziała kobieta obserwując nazwisko wyryte w marmurowym głazie. Nara rozpoznał ten ostry i stanowczy głos od razu chociaż w tym momencie był dziwnie łagodny i spokojny. Temari odwróciła się do mężczyzny i posłała mu smutny uśmiech, którego on nie odwzajemnił, tylko dalej wpatrywał się w jej twarz. Kosmyki blond włosów lekko wystawały spod kaptura i opadały na jej zielone oczy w tym momencie przygaszone, bez tej iskry i wyzwania, których zawsze było aż zanadto. Shikamaru poczuł coś dziwnego, coś jakby tęsknotę i nostalgię, co było dziwne ponieważ nie tęsknił za swoim domem, bo po co skoro się w nim znajdował?   -To niesamowite do czego jest w stanie się posunąć człowiek w imię miłości.- dodała odwracając spojrzenie od shinobi liścia.
-Co tu robisz?- zapytał udając neutralny i znudzony ton głosu. Dlaczego musiał go udawać?  -Myślałem, że w taki dzień jak dzisiaj...- Blondynka gwałtownie się do niego odwróciła mierząc się z nim wzrokiem. Wyjęła z jego ust papierosa po czym zaciągnęła się nim porządnie a dym posłała wprost na twarz bruneta.
-W dzień taki jak dzisiaj każda kobieta chciałaby zobaczyć prawdziwą miłość. Więc jestem. Jestem tu i patrzę na najwspanialszy przykład miłości.- Oznajmiła kiedy wyrzuciła fajkę na ziemię i ręką wskazała na uśmiechniętą twarz młodej dziewczyny, która zmarła dawno temu przesądzając los wielu ludzi. Shikamaru zrobił zdziwioną minę ale kryło się w niej też zainteresowanie. Czuł jak woda płynie po jego twarzy niczym łzy, ale zignorował to.    -Widzę, że Konoha obchodzi święto zakochanych tak samo jak Suna.- Powiedziała beznamiętnie, ale w jej oczach pojawił się cień goryczy.
-Co masz na myśli?
-U nas też pustki na ulicach. Ci co są samotni odczuwają to jeszcze bardziej niż zwykle. A myślałam, że nie da się być bardziej samotnym.- Nara wysunął dłoń w kierunku twarzy dziewczyny i starł krople deszczy, a może łzę z twarzy przyjaciółki.
-Nie chcę abyś była samotna.- wyszeptał, w dalszym ciągu ogrzewając swoją zmarzniętą dłoń o gorący i zarumieniony policzek zielonookiej. Kunoichi delikatnie się uśmiechnęła i złapała drugą rękę chłopaka w swoje dłonie.
-dlaczego?- zapytała wysuwając twarz zza płaszcza przez co zimne krople zaczęły spływać po jej twarzy.
Shikamaru zawahał się. Spojrzał na zdjęcie Nohary a po chwili przeniósł wzrok na zielone oczy w których błyszczała teraz nadzieja. Miała lekko rozwarte usta a mokre włosy przyklejały się do jej twarzy.
Z oka dziewczyny wysunęła się łza, którą Shikamaru starł delikatnym ale stanowczym pocałunkiem. Kobieta zadrżała po wpływem ciepłego dotyku a z jej ust wydobyło się ciche westchnienie wprost do ucha Nary.
-W sumie nie wiem dlaczego. Może po prostu nie potrafię znieść widoku twoich smutnych oczu? Może kiedy ty czujesz się samotna ja odczuwam to równie mocno albo nawet mocniej? Mimo, że teraz spotkaliśmy się przypadkowo czuję, że od dawna na to czekałem.- Temari wstrzymała oddech patrząc na bruneta z nie dowierzeniem i zainteresowaniem.
-Ale dlaczego?- zapytała z wyraźnym przejęciem. Jej usta drżały tak samo jak dłonie, co nie było spowodowane deszczem ani temperaturą.
Nara uśmiechnął się lekko a w jego oczach pojawił się błysk. Podrapał się w tył głowy i na krótką chwilę znudzenie powróciło do jego twarzy.
-Bo cię kocham.- powiedział wzruszając ramionami tak jakby mówił coś najbardziej oczywistego. Temari otworzyła szeroko oczy, ciężko oddychała. A on się uśmiechał. Uśmiechał. A jego uśmiech sprawił, że szarość i rozpacz dookoła nich zniknęła nie pozostawiając nic po sobie.
-Myślałam, że nigdy mi tego nie powiesz.- wyszeptała w przejęciu, dalej ściskając jego dłoń w którą teraz wplotła swoje palce.
-Ja też cie Kocham.-Dodał
-Poza tym nie mam z kim grać w shogi.- dodał po czym z czułością obserwował jej dźwięczny śmiech.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz